DRUGA PRZECHADZKA
tekst i zdjęcia: Kuba Terakowski


10.06.2005
      Wyruszamy z Krakowa w mocno zredukowanym składzie - dwie osoby zamiast pięciu. Agnieszkę ("drugą") "zalało", musiała więc zrezygnować (razem z "drugim" Kubą), a "pierwsza" Agnieszka wycofała się mając w perspektywie samotny powrót do Krakowa (cała trójka zamierzała iść z nami tylko przez weekend). Jestem zatem w przedziale tylko z Michałem, dziewczyny zafundowały nam dodatkowe trzy miejsca do dyspozycji (w pociągu obowiązuje rezerwacja). We Wrocławiu, na korytarzu wagonu pojawia się kilka osób bez miejscówek. Zapraszamy do nas, nie chcemy by nasze miejsca "wiozły się" puste, gdy obok stoją ludzie. Niestety, jeden z zaproszonych koszmarnie chrapie. Cóż, pięć osób nie śpi, by spać mógł jeden ktoś. Śpi mocno, nie budzą go nawet kontrole, bo chrapie na jednym z naszych miejsc, więc nie musi pokazywać biletu.

11.06.2005, Świnoujście - Wisełka
      Tuż przed godz. 9.00 jesteśmy w Świnoujściu. Idziemy w stronę morza. Po drodze okazuje się, że ulica którą szedłem we wrześniu jest zamknięta. Wybieramy inną drogę. Punktualnie o godz. 10.00 wychodzimy nad Bałtyk, Druga Przechadzka rozpoczyna się "oficjalnie". Ludzi na plaży widać wyraźnie więcej niż jesienią, a pogoda jest "trudniejsza" - w słońcu gorąco (zdejmujemy koszule), pod chmurami zimno i wietrznie (ubieramy polary). O godz. 13.00 jesteśmy w Międzyzdrojach - molo, Aleja Gwiazd - nie spieszy nam się, powoli wędrujemy przez kurort. Nad morzem tłum, lecz - jak zwykle - tuż za miastem robi się pusto. Wchodzimy na fantastyczny etap - wąska, kamienista plaża u podnóża imponującego klifu.
      Kolejny "wianuszek" wczasowiczów anonsuje Wisełkę, metę pierwszego etapu. We wrześniu nocowałem tu na plaży, więc jest to jedyna nieznana mi miejscowość na trasie Przechadzki. Kwaterę znajdujemy natychmiast. Idziemy do sklepu, nagle napada mnie atak mdłości. Z trudem wracam do domu. Czuję się coraz gorzej, wymiotuję. Nie wiem co będzie dalej. Czy jutro uda mi się ruszyć dalej? Czy to tylko zatrucie, czy coś poważniejszego?
      Witek obiecał nam codzienne SMS'owe komunikaty o pogodzie. Dzisiaj, poza pierwszymi informacjami napisał: moja siostra jest na wakacjach w Wisełce, widziała dwóch turystów z plecakami i kijkami, którzy przyszli od strony Świnoujścia, jeżeli przy zejściu zauważyliście dziewczynę z wózkiem, to ona. Zauważyliśmy!
      Przyszedł też SMS od Danusi, do środy będzie w Poddąbiu (przygotowuje pensjonat do otwarcia na sezon). Niestety, nie spotkamy się, gdyż zamierzamy dotrzeć tam dopiero za tydzień.

12.06.2005, Wisełka - Pobierowo
      Czuję się dobrze, więc ruszamy - zamiast wracać, pauzować lub podjechać - jak myślałem wczoraj. Do Międzywodzia idziemy plażą, mamy szczęście bo już drugi dzień silny wiatr wieje nam w plecy. Chmury groźnie suną po niebie, lecz nie pada. Tuż przed jedenastą jesteśmy we wsi, w południe będzie msza święta (jest niedziela) - czekamy.
      Ruszamy dalej o 13.00, półtorej godziny później mijamy most na Dziwnej i schodzimy nad Bałtyk. Plażą idziemy tylko do Dziwnówka. Zaczyna kropić, więc wchodzimy do wsi; krótka, gwałtowna ulewa zastaje nas akurat w sklepie. Dalej wędrujemy szlakiem leśnym, zatrzymując się na znajomej ławce w Łukęcinie. Chwilę przed godz. 18.00 jesteśmy w Pobierowie, zakupy i idziemy na moją wrześniową kwaterę. Pukam, gospodyni staje w drzwiach i... "to pan" - słyszę na powitanie - "znowu pan wędruje?" Nie wierzę własnym uszom, nie przypuszczałem, że może mnie pamiętać.
      Nadal czuję się dobrze, natomiast martwię się o Michała, który ma już kilka bolesnych pęcherzy. Mam nadzieję, że nie zepsują mu przyjemności wędrowania.

13.06.2005, Pobierowo - Mrzeżyno
      Wbrew prognozom przekazanym nam przez Witka poranek jest pogodny, a morze wyjątkowo spokojne, chociaż wieje dość silny wiatr. W Trzęsaczu schodzimy z plaży, idziemy pod ruiny i dalej znajomą ścieżką wiodącą efektownie tuż przy krawędzi klifu. Przechodzimy przez Rewal, Niechorze i Pogorzelicę, coraz wyraźniej czując nadchodzący sezon. Wracamy nad Bałtyk. Idzie się doskonale, bo po deszczu i sztormie piasek jest świetnie ubity nie tylko w wąskim pasie przyboju. Niestety, Michał nie może beztrosko cieszyć się tym komfortem, bąble na stopach dokuczają mu coraz bardziej. Przez dobre dwie godziny nie spotykamy nikogo, a plaża jest pusta po horyzont. Korzystam z okazji, i - by nie wzbudzać sensacji - wypróbowuję tu kijki turystyczne. Na plaży też okazują się bardzo skuteczne, więc na następnych etapach, w razie potrzeby zamierzam korzystać z nich, nie bacząc na ewentualne reakcje plażowiczów.
      Przyspieszamy tempo marszu bo za plecami zaczyna grzmieć, zbierają się i gonią nas coraz ciemniejsze chmury. Równo ze "ścianą" deszczu wpadamy do pierwszego z brzegu domu z napisem "pokoje do wynajęcia". Za oknem szaleje burza. Dzwoni Krysia, zamierza dołączyć jutro - w Kołobrzegu. Tam też niestety planuje wycofać się Michał. Przykro mi, lecz rozumiem tę decyzję, Przechadzka ma być nade wszystko przyjemnością, a Michał ma tyle bąbli, że każdy krok sprawia mu ból.
      Po burzy szybko wychodzi słońce. Wychodzimy więc i my - idziemy do znajomej knajpki "U Rybaka". O dziwo tu też zostaję rozpoznany, a mintaj jest równie pyszny, jak poprzednio.

14.06.2005, Mrzeżyno - Ustronie Morskie
      Żegnamy się z Michałem w Mrzeżynie. On wsiada w autobus do Kołobrzegu, ja tam idę. Najpierw - do Dźwirzyna brzegiem - na plaży nie ma nikogo, świeci słońce, wieje wiatr, niebo jest bezchmurne, bajka. Dalej wędruję szlakiem leśnym. W Kołobrzegu jestem w samo południe.
      Mija pięć minut gdy przychodzi Krysia. Niestety, jej podróż nocnym pociągiem nie była udana. Próbowała czuwać, lecz nad ranem zdrzemnęła się chwilę. Wystarczyło, by straciła buty turystyczne. Zostały jej adidasy - wygodne, lecz przemakające. Całe szczęście, że przygoda nie skończyła się gorzej.
      Ruszamy promenadą, później znajomą ścieżką rowerową poprowadzoną po szlaku dla pieszych i zabezpieczoną przed turystami kompletem znaków "pieszym wstęp wzbroniony"... Paranoja. Ścieżka kończy się w Podczelu, gdzie szlak wytyczony jest znakami namalowanymi na ruchomych koszach, więc niewiele trzeba, aby zmienić jego przebieg.
      Pierwsza wspólna przerwa na słonecznej ławce w Podczelu i wędrujemy dalej - tym razem po pasie startowym z napisem "wejście na płytę wzbronione", umieszczonym obok oznakowania szlaku. Omijamy "Bałtyckie Centrum Turystyczne Przejścia Nie Ma" i wchodzimy do miejscowości Sianożęty. Jak przystało na zdyscyplinowanych turystów "trzymamy się" szlaku, który według mapy ma prowadzić do nadmorskiej promenady. W efekcie znowu "lądujemy" kilkaset metrów w głębi lądu, bo przebieg szlaku w terenie nie zgadza się z mapą.
      Idziemy asfaltem do Ustronia Morskiego. Szukamy kwatery. Pierwsze podejście jest chybione - brak wolnych miejsc, drugie też - pokoje nie mają łazienek, a gości jest wielu, więc dostęp do sanitariatów może okazać się trudny. Bezbłędnie trafiamy za trzecim razem. Gospodyni jest wprawdzie na pogodnym rauszu, lecz pozwala targować się (płacimy po 25 zł zamiast wywoławczych 30 zł) i kaprysić (cichy pokój na końcu korytarza, zamiast lokum przy samym wejściu).
      Doszliśmy dzisiaj dalej niż zamierzałem, więc jutro mamy krótszy etap w perspektywie.

15.06.2005, Ustronie Morskie - Unieście
      Do Sarbinowa idziemy plażą. Wieje, huczy, chmurzy się groźnie, lecz nie pada. W Gąskach spotykamy "długodystansowców" - wystartowali wczoraj z Kołobrzegu z zamiarem dojścia do... soboty. Nie wyznaczyli sobie konkretnego punktu mety, lecz czas trwania wycieczki. W Chłopach pojawia się słońce i towarzyszy nam już do końca etapu - w Unieściu. A zapowiadano na dzisiaj deszcz i burze - bardzo odpowiadają mi takie niesprawdzające się prognozy. Idziemy na "wrześniową" kwaterę, gospodyni rozpoznaje mnie natychmiast. Wtedy już nie wynajmowała - po sezonie, teraz - jeszcze nie wynajmuje - przed sezonem. I podobnie jak poprzednio, mimo wszystko przyjmuje nas. Byliśmy jej ostatnimi gośćmi na zakończenie sezonu 2004, jesteśmy pierwszymi w sezonie 2005. Płacimy po 10 zł od osoby.
      Dzwonię do leśniczówki w Orzechowie, aby zapytać o nocleg. W ośrodku wypoczynkowym wszystkie miejsca są już bowiem zarezerwowane, a innych zabudowań tam nie ma. Słyszę komunikat "abonent jest chwilowo niedostępny", lecz nie mija nawet minuta, gdy leśniczy oddzwania i obiecuje nas przenocować.

16.06.2005, Unieście - Darłówek
      Ruszamy asfaltem na wschód, nie popełniam wrześniowego błędu i przy Kanale Jamieńskim schodzimy nad Bałtyk. Wędrujemy plażą do Łazów, wstępujemy do sklepu i wracamy nad morze. Idziemy piaskiem do Dąbkowic. I znów jest magicznie - pusta plaża, słońce, błękit. Tym razem wchodzimy do Dąbkowic "legalnie" (poprzednio sforsowaliśmy podwórku zabudowań Urzędu Morskiego) i nie lekceważymy ławeczki - huśtawki nad jeziorem Bukowo - ta sielanka mogłaby trwać wiecznie.
      Z trudem opuszczamy to zaczarowane miejsce i wąską dróżką zmierzamy do Dąbek. Stąd znowu plażą w kierunku Darłówka. Odcinek okazuje się dość trudny bo piasek jest "ciężki" i grząski, a ubity pas w strefie przyboju ryzykowny z uwagi na wysokie fale. Wyciągam kijki, ulga jest wyraźna. Krysi zaczynają dokuczać pierwsze bąble, bolą ją też plecy, a do adidasów wciąż sypie się piasek. Wędruje jednak bardzo dzielnie.
      Zgodnie stwierdzamy, że "nie ma jak przerwa" i miłe pół godziny spędzamy na plaży tuż przed Darłówkiem. Przy wejściu do miasteczka wyjątkowy tłum, grupa nastolatków komentuje moje kijki uznając je za narciarskie. Korepetycji nie udzielam.
      Omijamy wrześniowy "slums za dychę", lecz ceny innych kwater okazują się dość wysokie. Dopiero za trzecim razem znajdujemy przyzwoity nocleg za 25 zł od osoby.

17.06.2005, Darłówek - Jarosławiec
      Dzwonię do komendanta poligonu, potwierdza zgodę na przejście plażą z Jarosławca do Ustki.
      Etap ulgowy, tylko 16 km. Startujemy dopiero o godz. 10.00. Jak na optymistyczne prognozy pogody, niebo jest niepokojąco zasnute. Idziemy szlakiem, po kilometrze zauważamy pierwszy spychacz blokujący ścieżkę, chwilę potem widzimy kolejne. Robotnicy informują nas, że przejścia nie ma, a szlak tu "dopiero będzie". To dziwne, bo w zeszłym roku już tu był.
      Zatrzymujemy się w Wiciu - nawet w tym przysiółku ruch jest dzisiaj znacznie większy niż we wrześniu. Zaczyna kropić, siadamy pod daszkiem. Pół godziny mija niepostrzeżenie. Ruszamy i... przestaje padać. Tym razem zamiast wejść do Jarosławca po trzykilometrowym pasie startowym, wchodzimy plażą - czyli po falochronie ciągnącym się w nieskończoność.
      Idziemy na znajomą kwaterę. Zostajemy rozpoznani - Krysia też, chociaż to Kasia nocowała tu we wrześniu. Jestem zaskoczony tym jak doskonale pamiętają nas gospodarze. Płacimy po 15 zł za pokój z dwoma telewizorami, w sąsiednim stoją cztery - ciekawe ile tam kosztuje nocleg...
      Wychodzimy po zakupy. Pada! Zdążyliśmy pod dach w ostatniej chwili.

18.06.2005, Jarosławiec - Orzechowo
      Punktualnie o ósmej meldujemy się na wartowni poligonu. Podobnie jak we wrześniu już się nas spodziewają. Podajemy dane i wchodzimy. Przez blisko dwie godziny wędrujemy absolutnie pustą plażą w słońcu i błękicie. Zachmurza się nagle i niespodziewanie. Jest coraz zimniej i wietrzniej, lecz na szczęście nie pada. Mijamy kilka wojskowych samochodów, podchodzi do nas dwóch żołnierzy. Pierwszy każe jak najszybciej przejść przez poligon, bo za moment zamierzają detonować niewypały, drugi ma wątpliwości czy w ogóle nas przepuścić. Długo tłumaczę, że mamy pozwolenie na przejście. Tuż po naszym odejściu za plecami słyszymy wybuch...
      Dochodzimy do ujścia kanału Potyni. Własnym oczom nie wierzę: we wrześniu delta była niemal zupełnie niedrożna, a teraz bez woderów nie sposób przeprawić się na drugi brzeg. Bezskutecznie próbujemy przejść boso, lecz na środku nurtu jest zbyt głęboko, woda nazbyt rwąca, a dno grząskie i niepewne. Na szczęście sto metrów w głąb poligonu jest most, korzystamy z niego chyłkiem, gdyż mamy zakaz oddalania się od plaży.
      Po kolejnej godzinie wchodzimy do Ustki. Zakupy, ławeczka pod komendą Policji i ruszamy dalej. Dzwoni Danusia, jest jeszcze w Poddąbiu i zaprasza do siebie. Mamy już jednak zarezerwowany nocleg w leśniczówce w Orzechowie, więc nie chcemy robić zamieszania rezygnując z kwatery. Leśniczy przyjmuje nas życzliwie i... znika, zostawiając dom pod naszą opieką. Ciche, słoneczne popołudnie spędzamy między pokojem, kuchnią, a podwórkiem leśniczówki.

19.06.2005, Orzechowo - Las Smołdziński
      O czwartej rano Krysię budzi ból zęba. Zażywa pigułkę, lecz nie śpi już do rana. Startujemy jak zwykle - chwilę po ósmej. Idziemy czerwonym szlakiem poprowadzonym tu bardzo śmiało tuż przy krawędzi klifu. W dole huczy Bałtyk, nad nami korony drzew i bezchmurne niebo.
      Zostaję na moment z tyłu, po czym bezskutecznie próbuję dogonić Krysię. Zastanawiam się jak szybko musi iść skoro nie mogę jej złapać? Przecież obiecała zwolnić! Wysyłam z komórki umówiony sygnał oznaczający "zatrzymaj się". Krysia dzwoni mówiąc, że wolniej posuwać się nie może. Czuję się zdezorientowany - czy w tajemniczy sposób wyprzedziłem Krysię wędrującą tym samym szlakiem? Czekam i rzeczywiście - po kilku minutach przychodzi. Nie wiem jak to się stało.
      Chwilę później słyszymy znajome "witojcie". To Danusia (rodem z Zawoi) wyszła nam naprzeciw. Zaprasza na śniadanie "do siebie", czyli do ośrodka wczasowego, w którym pracuje. Potem idzie z nami do Rowów, niosąc Krysi plecak.
      Dzwonię do Eli. Już na nas czeka. Spotykamy się w samo południe, żegnamy Danusię i we trójkę wyruszamy w dalszą drogę. Wybieramy czerwony szlak wzdłuż Jeziora Gardno, komary dokuczają okropnie, nie sposób zatrzymać się nawet na moment. Beztrosko odpoczywamy dopiero na pomoście na Jeziorze Dołgie.
      Z Lasu Smołdzińskiego dzwonię na znajomą kwaterę w Łebie, niestety wszystkie pokoje są zajęte. Cóż, będziemy improwizować. A na dzisiejszej mecie gospodyni już na nas czeka.

20.06.2005, Las Smołdziński - Łeba
      Wstyd przyznać, lecz mylę dojście na Wydmę Czołpińską. Z pomocą przychodzą nam wspomnienia Eli, miejscowy rowerzysta i mapa. Od wyjścia z domu w Lesie Smołdzińskim, aż do Łąckiej Góry nie spotykamy nikogo poza tym rowerzystą i pracownikiem Parku. Wprost trudno uwierzyć, że przez dwie godziny wędrujemy wzdłuż morza nie widząc żadnego człowieka. Za to na Łąckiej Górze kłębi się tłum, z daleka wydma przypomina potężne mrowisko.
      Leśnym odcinkiem czerwonego szlaku zmierzamy do Łeby. Trochę obawiamy się problemów ze znalezieniem lokum. Niesłusznie. Ela wiedziona intuicją, "jak po sznurku" prowadzi nas na miłą, pustą i tanią kwaterę.
      Wieczorem wybieramy się na zakupy, ja wracam z torbami do domu, a dziewczyny idą na piwo. I tak właśnie być powinno!

21.06.2005, Łeba - Białogóra
      Najpierw wędrujemy ścieżką rowerową przez Mierzeję Sarbską - zaczarowanym, pustym, leśnym szlakiem, potem idziemy pod latarnię morską Stilo (Krysia wchodzi na górę dwa razy!). Stad schodzimy nad Bałtyk i trafiamy wprost na parę "długodystansowców". Od dwóch lat pokonują kolejne odcinki wybrzeża, tym razem zamierzają przejść się z Łeby do Władysławowa. Wędrują "na ciężko" z całym sprzętem biwakowym. Żegnamy się serdecznie.
      Plaża jest pusta, piasek olśniewający i twardy, niebo błękitne, morze niespokojne, słońce pełne blasku. Jest magicznie. To jeden z ładniejszych etapów.
      Kwaterujemy w Białogórze. Krysia ma bąble i otarcia na stopach, Ela czuje się trochę zmęczona, więc obydwie zostają w domu, a ja - wyposażony w listę - zostaję wysłany na zakupy. Tak też być powinno!

22.06.2005, Białogóra - Władysławowo
      Wbrew prognozom dzień jest pogodny. Tuż po starcie na naszej drodze pojawia się niezwykła przeszkoda - tabun koni przeganianych ze stajni na pastwisko. Zapiera nam dech w piersiach gdy wprost na nas galopuje kilkanaście klaczy z młodymi.
      Za Dębkami schodzimy na plażę, wieje potężnie, lecz idealnie w nasze plecy. Wprost fruniemy na skrzydłach wiatru. Podobnie jak wczoraj plaża jest pusta, a piasek, niebo, obłoki i słońce - jak na pocztówkach.
      Powoli i opornie przechodzimy przez Karwię - zatrzymują nas kolejne sklepy i ławki. Później, pomimo wrześniowych doświadczeń, sforsowanie ujścia Czarnej Wdy ponownie okazuje się kłopotliwe. Gubimy drogę wzdłuż delty i wchodzimy w głąb lasu ścieżką, którą powinniśmy wyjść...
      W Jastrzębiej Górze decydujemy o zmianie planów i zamiast nocować tutaj, ruszamy do Władysławowa. W ten sposób mamy szansę dojść jutro nawet na Hel. Trochę szkoda, bo ta modyfikacja może skrócić Przechadzkę, a nic nie zmusza nas do pośpiechu.
      Na metę etapu przychodzimy solidnie zmęczeni. Szybko znajdujemy kwaterę, płacimy 30 zł zamiast wyjściowych 40 zł. Cóż, chyba osiągamy wprawę w targowaniu się... Idę zadzwonić do domu, sprawny jest dopiero trzeci automat. Wracając na kwaterę dostaję od dziewczyn SMS z prośbą o zmywacz do paznokci. Gdzie ja tej porze znajdę zmywacz we Władysławowie? Znajduję: na drugim końcu miasta. Wracam sponiewierany i zły na siebie.

23.06.2005, Władysławowo - Jastarnia
      Powoli posuwamy się z Władysławowa wzdłuż Półwyspu Helskiego. Czuję się fatalnie. Chyba nie tylko ja. Dopiero dłuższa przerwa w Kuźnicy wyraźnie poprawia nam samopoczucie. Nocujemy w Jastarni. Trafiamy wprost na Sobótkę, Ela i Krysia dołączają na chwilę do korowodu, idą zobaczyć "topienie zła". Śpimy mocno pomimo fajerwerków oraz głośnej muzyki na zewnątrz.

24.06.2005, Jastarnia - Hel
      Przychodzi SMS od Mamy. Nad brzegiem morza kończy się ziemia. Po drodze Jastarnia, Jurata. A potem Hel. To cel na dzisiaj, nie żaden koniec świata. Słona łezka w słonym morzu zostanie.
      Przez cały ostatni etap Drugiej Przechadzki wędrujemy plażą. Zaczarowane, słoneczne przedpołudnie mija niepostrzeżenie. O godzinie 12.30 mijamy tabliczkę "Hel, wejście 64". To już? To koniec? Trudno w to uwierzyć. Trudno się z tym pogodzić. Zwlekamy z odejściem w głąb lądu. Każdy na swój sposób żegna się z Bałtykiem. Było tak dobrze. Dziękujemy.
      Wsiadamy w pociąg do Gdyni. Tam rezygnujemy z szybkiej przesiadki, gdyż wizja przyjazdu do Krakowa o godzinie trzeciej w nocy nie odpowiada ani Krysi, która mieszka w Niepołomicach, ani Eli z Będzina. Wybieramy nocny autobus relacji Karwia - Zakopane. Nad ranem, w Dąbrowie Górniczej żegnamy się z Elą. Za Olkuszem zaczyna palić się jedno z kół. Koniec jazdy! Przesiadamy się w wóz zastępczy i o świcie wysiadamy w Krakowie.

Uczestnicy Drugiej Przechadzki:
Elżbieta Bartoszek
Krystyna Sakowska
Michał Sośnicki
Kuba Terakowski


Świnoujście


Międzyzdroje


Wisełka


Wisełka


Niechorze


Niechorze


Niechorze


Mrzeżyno


Sarbinowo


Sarbinowo


Dąbkowice


Dąbkowice


Dąbki


Jarosławiec


Jarosławiec


Jarosławiec


Wicko Morskie


Wicko Morskie


Orzechowo


Orzechowo


Poddąbie


Wydma Czołpińska


Wydma Czołpińska


Słowiński Park Narodowy


Słowiński Park Narodowy


Góra Łącka


Słowiński Park Narodowy


Słowiński Park Narodowy


Mierzeja Sarbska


Osetnik


Białogóra


Białogóra


Karwia


Karwia


Jastrzębia Góra


Jastrzębia Góra


Jastrzębia Góra


Chłapowo


Chłapowo


Chałupy


Kuźnica


Jurata


Hel


Hel


KWATERY PRZYCHYLNE BAŁTYCKIM "DŁUGODYSTANSOWCOM" (i nie tylko im):
Międzywodzie: ul. Zatoczna 14, tel. 091-3813994
Pobierowo: ul. Piastowska 8, tel. 091-3864812, www.aga.witajcie.pl
Mrzeżyno: ul. Nadmorska 1, tel. 091-3866166
Dźwirzyno: ul. Kołobrzeska 26, tel. 094-3585565
Ustronie Morskie: ul. Chrobrego 38a, tel. 094-3515544
Sarbinowo: ul. Nadmorska 49, tel. 094-3165602
Unieście: ul. Suriana 2, tel. 094-3165900
Łazy: ul. Mieleńska 16, tel. 094-3182979, www.nadmorze.pl/alga
Darłówek: ul. Kaszubska 10, tel. 094-3142201
Jarosławiec: ul. Wczasowa 14a, tel. 059-8109472
Ustka: ul. Żeromskiego 3/1, tel. 059-8146754
Orzechowo Morskie: leśniczówka (aktualnie w remoncie)
Las Smołdziński: Las Smołdziński 36, tel. 059-8464409, www.lato.republika.pl
Łeba: ul. Obr. Westerplatte 13a, tel. 059-8661779
Łeba: ul. 1 Maja 18a, tel. 059-8661657, www.charytonik.republika.pl
Białogóra: ul. Morska 11, tel. 058-7741634 oraz 058-7741802
Władysławowo: ul. Żytnia 2, tel. 058-6740894, www.wladek.pl/bozenka/
Jastarnia: ul. Sychty 109, tel. 058-6752500
Krynica Morska: ul. Nafciarzy 12, tel. 055-2476223, www.nadmorze.pl/grajkowscy

Zobacz też:

Pierwsza Przechadzka ze Świnoujścia na Hel

Trzecia Przechadzka ze Świnoujścia na Hel

Wędrówka wybrzeżem

POCZET "BAŁTYCKICH DŁUGODYSTANSOWCÓW"
BAŁTYCKIE WIERCHY
MOJA MIERZEJA
Bieg plażą ze Świnoujścia na Hel
Obóz wędrowny "Morze 2003"



Strona główna