Intuicja podpowiada mi, że wraz ze wzrostem liczby pojazdów, wzrasta też proporcjonalnie liczba wypadków. Tymczasem naukowcy z australijskiego University of New South Wales twierdzą, że prawidłowość ta nie dotyczy rowerów. Według nich, im więcej rowerzystów jeździ po miastach, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ulegną wypadkowi. Podwojenie liczby cyklistów na terenie zabudowanym ma powodować tylko trzydziestoprocentowy wzrost kolizji z ich udziałem.

Dlaczego tak się dzieje? Według dr Chrisa Rissela po pierwsze dlatego, że wzrost liczby rowerzystów oznacza automatyczny spadek bieżącej liczby samochodów na drogach, gdyż część spośród cyklistów stanowią kierowcy, którzy zdecydowali się zamienić cztery kółka na dwa. A po drugie dlatego, że masowy ruch rowerowy wymusza na kierowcach zmianę zachowania, polegającą na zwiększeniu ostrożności i traktowaniu rowerzystów, jak pełnoprawnych użytkowników jezdni. Wzrost liczby cyklistów oznacza też, że jest wśród nich coraz więcej kierowców, którzy także prowadząc samochód potrafią zobaczyć ulicę z perspektywy rowerzysty.

Według australijskich naukowców obawa o własne bezpieczeństwo jest główną barierą powstrzymującą ludzi przed używaniem roweru, a lęk przed wypadkiem powszechny jest też wśród osób regularnie jeżdżących na rowerze.

Dr Chris Rissel uważa, że większość akcji mających służyć poprawie bezpieczeństwa rowerzystów, odnosi skutek odwrotny do zamierzonego, gdyż informowanie o wypadkach, których ofiarami są cykliści oraz zachęcanie do noszenia kasków, kamizelek i odblaskowych elementów, potęguje tylko strach przed używaniem roweru i zniechęca do używania dwóch kółek. Zdaniem naukowców należy raczej skupić się na promowaniu rowerów jako miejskiego środka transportu i wskazywać atuty dwóch kółek, bo im nas – rowerzystów – jest więcej, tym jesteśmy bezpieczniejsi.

Cóż, czytelników magazynu „Rowertour” z pewnością nie trzeba zachęcać do korzystania z roweru. Mam też nadzieję, że lektura statystyk wypadków nikogo nie skłoni do zamknięcia bicykla w piwnicy, lecz tylko przypomni o sytuacjach, w których należy zachować szczególną ostrożność. Bo ostrożność „nieszczególną” warto zachować zawsze…

„Rowertour” ukazuje się od marca roku 2008, w tym czasie na polskich drogach śmierć poniosło ponad 600 rowerzystów, a około 7000 zostało rannych. 600 rowerzystów to dwa razy więcej, niż wzięło udział w Pierwszym Rajdzie Magazynu "Rowertour"...

W samym tylko roku 2008, dla którego dostępne są już kompletne statystyki, rowerzyści uczestniczyli w 5150 wypadkach drogowych, w których zginęło 449 osób, a rany odniosło 4927. Wśród ofiar tych wypadków największą grupę stanowią sami rowerzyści: 433 zabitych i 4495 rannych. Przytoczone poniżej statystyki dotyczą tylko wypadków spowodowanych przez rowerzystów w ubiegłym roku. Wypadków tych było 2205, czyli nieco mniej niż połowa wszystkich kolizji, w których cykliści uczestniczyli. Sprawcami pozostałych 2945 wypadków, w których poszkodowani zostali rowerzyści, byli inni użytkownicy dróg.

W roku 2008 znacznie więcej wypadków spowodowanych przez rowerzystów miało miejsce na terenie zabudowanym (1784, w tym 129 śmiertelnych), niż niezabudowanym (421, w tym 102 śmiertelne). Prawdopodobnie związane jest to po prostu ze stosunkowo większą liczbą rowerzystów jeżdżących po drogach na terenie zabudowanym, niż poza nim. Przypomnijmy, że „teren zabudowany” obejmuje swoim zasięgiem nie tylko obszar miast, ale także wszystkich miejscowości, a jego granice wyznaczają odrębne znaki drogowe. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że wypadki poza terenem zabudowanym są znacznie groźniejsze w skutkach, gdyż zginęło w nich niemal tyle samo rowerzystów, co wewnątrz obszaru zabudowanego. Tam co czwarty wypadek kończył się śmiercią rowerzysty, a tu co czternasty. Przypuszczalnie odpowiadają za to przede wszystkim kierowcy samochodów, którzy opuszczając rejony zabudowane rozwijają prędkości, które w przypadku kolizji nie zostawiają cyklistom wiele szans na przeżycie.

Najczęstszą przyczyną wypadków spowodowanych przez rowerzystów jest nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu. W roku 2008 w wypadkach tych zginęło 119 cyklistów, a 944 zostało rannych. Dlaczego? Statystyki oczywiście nic na ten temat nie mówią. Myślę, że winna jest brawura i lekkomyślność rowerzystów oraz powszechna wśród nich nieznajomość przepisów. W Polsce od osób pełnoletnich nie wymaga się żadnego dokumentu uprawniającego do kierowania rowerem. Nikt nie sprawdza wiedzy cyklistów, więc teoretycznie mogą nawet nie orientować się, że obowiązuje u nas ruch prawostronny… I nie ma w tym nic śmiesznego, gdyż rokrocznie kilkunastu rowerzystów ginie w Polsce z powodu jazdy niewłaściwą stroną drogi. Czy wprowadzenie rowerowego prawa jazdy mogłoby zmniejszyć liczbę wypadków? Śmiem wątpić, bo sam fakt posiadania tego dokumentu nie chroni też kierowców pojazdów silnikowych, chociaż z drugiej strony trudno sobie wyobrazić sytuację, w której prawo jazdy nie jest wymagane od nikogo…

Kolejną przyczyną wypadków spowodowanych przez rowerzystów jest nieprawidłowo wykonany manewr skrętu (44 zabitych, 339 rannych). Można przypuszczać, że dotyczy to głównie skręcania w lewo. Tu winni mogą być nie tylko sami cykliści, którzy zapewne często nie orientują się jak poprawnie powinien wyglądać ten manewr, ale też skomplikowana procedura skrętu w lewo, której od kierujących jednośladami wymaga Kodeks Ruchu Drogowego. Aby bowiem zgodnie z przepisami zjechać ze skrzyżowania w lewo, należy ustawić się przy lewej krawędzi lewego pasa, czyli - w przypadku ulic dwukierunkowych - na samym środku jezdni. Aby tam dotrzeć rowerzysta musi „oderwać się” od prawej krawędzi drogi, przy której powinien się poruszać i przeciąć wszystkie pasy: dla jadących w prawo, dla zmierzających na wprost oraz dla skręcających w tym samym kierunku co on. To bardzo niebezpieczny manewr. Są kraje, w których rowerzysta może wykonać go inaczej: po przejechaniu skrzyżowania prawym pasem powinien zatrzymać się, przepuścić wszystkie samochody, a następnie obrócić rower o 900 w lewo i kontynuować jazdę.

Następną przyczyną wypadków spowodowanych przez rowerzystów jest niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, przy czym w roku 2008 śmiercią zakończyła się tylko jedna z ponad stu kolizji zawinionych przez rozpędzonego cyklistę, a w pozostałych przypadkach kończyło się na mniej lub bardziej poważnych obrażeniach. Znacznie więcej rowerzystów zginęło z powodu jazdy bez wymaganego oświetlenia (19), jazdy po niewłaściwej stronie drogi (19) oraz podczas nieprawidłowej zmiany pasa ruchu (13). I znowu pojawia się pytanie, czy cyklista przestrzegający przepisów mógł zginąć w którymkolwiek z tych wypadków?

Rowerzyści najwięcej wypadków powodują między majem, a październikiem, co rzecz jasna wynika z pogody, sprzyjającej wtedy korzystaniu z jednośladów. W roku 2008 najwięcej rowerzystów zginęło w czerwcu i październiku, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że w listopadzie, chociaż samych wypadków spowodowanych przez cyklistów było już zdecydowanie mniej, to jednak śmierć w nich poniosło proporcjonalnie najwięcej osób. Można przypuszczać, że spowodowane jest to kiepskimi warunkami atmosferycznymi oraz wcześnie o tej porze roku zapadającym zmrokiem, podczas gdy brak śniegu nie ogranicza jeszcze wtedy ruchu rowerowego do minimum.

Najmniej rowerzystów ginie w niedziele, co zapewne związane jest ze zmniejszonym w ogóle ruchem samochodów tego dnia.

Z analizy wieku rowerzystów, powodujących wypadki wynika, że największym zagrożeniem na jezdni są osoby, które przekroczyły siedemdziesiąty rok życia (93 zabitych oraz 330 rannych, czyli aż 40% wszystkich ofiar!). Wśród cyklistów w grupie wiekowej 50 – 69 lat, w roku 2008 śmierć poniosło 79 osób. Bardzo dużo wypadków powodują też dzieci, lecz tu ofiar śmiertelnych jest zdecydowanie mniej.

Można przypuszczać, że proporcje wypadków niezawinionych przez cyklistów są podobne, lecz szczegółowe informacje na ten temat nie zostały niestety opublikowane. A szkoda, bo warto byłoby dowiedzieć się, co jest przyczyną spowodowanych przez innych uczestników ruchu kolizji, w których poszkodowani zostali rowerzyści.

W policyjnych statystykach rowerzyści pojawiają się jeszcze raz, w rozdziale „Nietrzeźwi Uczestnicy Ruchu Drogowego, czytamy: w grupie nietrzeźwych kierujących największe zagrożenie stanowili kierujący samochodami osobowymi. […] Następną grupą nietrzeźwych użytkowników dróg byli rowerzyści, którzy spowodowali 262 wypadki, zginęło w nich 20 osób, a 249 zostało rannych.

Tylko tyle na temat wypadków rowerowych mówią policyjne analizy za ubiegły rok. Dane te nie uwzględniają oczywiście drobnych kolizji, potrąceń oraz wszystkich niezgłoszonych incydentów.

A co jeszcze wynika z lektury pozostałej części opracowania? Po pierwsze i najważniejsze, że cykliści zostali przez policję zakwalifikowani do grupy „niechronionych uczestników ruchu drogowego”, czyli osób, których podczas wypadku nie chroni żadna karoseria, poduszki powietrzne, czy pasy, więc w konfrontacji z samochodem są praktycznie bez szans. Nie wolno o tym zapomnieć. Po drugie, że sprawcami 78% wypadków w roku 2008 byli mężczyźni. Wprawdzie dane te dotyczą kierujących wszystkimi pojazdami, lecz można przypuszczać, iż wśród rowerzystów proporcja jest podobna. A ponieważ kobiety stanowią zapewne więcej niż 22% wszystkich kierowców, więc wniosek wydaje się być prosty: płeć piękna jest też ostrożniejsza, nie ponosi jej ułańska fantazja i bardziej dba o bezpieczeństwo własne oraz innych. Warto też zwrócić uwagę, na podkreślany w statystykach fakt, że najwięcej wypadków wydarza się przy dobrych warunkach atmosferycznych, bo – jak twierdzą policyjni analitycy – kierujący czują wtedy większy komfort jazdy i rozwijają większe prędkości, co podczas wypadku może być tragiczne w skutkach. Warto o tym pamiętać, bo i cykliści najchętniej pojawiają się na drogach przy ładnej pogodzie. Nie kwestionując jednak stwierdzenia specjalistów, bo przecież z pewnością w złych warunkach kierowcy są ostrożniejsi, warto byłoby jednak zastanowić się, czy dobre warunki atmosferyczne nie są w Polsce po prostu częstsze od złych i stąd ich statystyczna przewaga?

Co zrobić aby wypadków było mniej? Jak zadbać o własne bezpieczeństwo? Jeździć, bo hipoteza australijskich naukowców twierdzących, że im więcej rowerów na ulicach, tym ich użytkownicy są bezpieczniejsi, jest przekonująca. Ale jeździć przytomnie, przestrzegając przepisów, pamiętając o swoich prawach i obowiązkach, o zachowaniu ostrożności, o zagrożeniach.

W miejscowości Zabawa koło Tarnowa powstaje pierwszy w Polsce Pomnik Ofiar Wypadków Drogowych. Śmierć zbiera swoje żniwo na jezdniach, nie potrafimy temu zapobiec, nie umiemy tego zmienić, spróbujmy więc przynajmniej postarać się o to, by światła tego pomnika nigdy nie zapłonęły dla nas i naszych bliskich.

Jakub Terakowski

Wywiad został opublikowany w miesięczniku "Rowertour" nr 11/2009. Wszelkie rozpowszechnianie i wykorzystywanie tego tekstu lub jego fragmentów, wymaga zgody Redakcji.


Strona główna